- Czy pani słabo - schylił
izolacja balkonu |Poznań |karma Farmina
„— Czy pani słabo — schylił się ku niej. Zauważył, że usta ma na wpół otwarte, a na dolnej wardze narasta i wciąż pęcznieje kupka piany. Oczy miała przymknięte. — Niech pani spojrzy na mnie! — zakrzyknął. Pod jego zgiętym tułowiem coś poruszyło się i znów zatrzeszczała rama leżaka. Wyciągnął rękę i posłuszny odruchowi raczej niż pomyśleniu, palcem podniósł jej prawą powiekę.
Niesamowita sprawa powieka nie opadła — pozostała rozwarta. Barbra patrzyła nań jednym okiem. — Cha!... — zawołał. Porwał ze stołu szklankę i sprysnął jej twarz wodą sodową. Oko wciąż patrzyło nieruchomo. Wówczas chwycił ją za przegub ręki i zaczął szukać tętna.
Robił to nieporadnie, kciukiem, nie wiedząc, że puls się badą nie wielkim palcem, lecz czterema pozostałymi. Więc tętnienie jego krwi zlało się być może z jej tętnem — dość, że uczuł, iż bije ono w rytmie jego własnego zdenerwowania. Tak było niekiedy. Niekiedy zaś pod kciukiem nic nie czuł. Nagle zorientował się, że ma palce mokre od jej potu. Wpierw był nawet pomyślał, że to od wody sodowej — potu było jakoś za dużo. Lecz gdy drugą ręką dotknął jej przedramienia, odniósł to samo wrażenie, że potrąca o ciało kogoś, kto dopiero cos ię wynurzył z chłodnej wanny. Minęła sekunda. Kawy! pomyślał. Opuścił jej rękę, zauważywszy z przerażeniem, jak, ciężko opadła ona na sukienkę pod jej piersią. Teraz schylił się nad zastawionym stolikiem. Przed nim połyskiwały purpurowymi blaskami szkło, syfon i porcelanowe filiżanki do kawy. Która moja, a która jej pomyślał, chociaż w tej nagłej chwili nie było to ważne. I wtem uczuł na sobie czyjś wzrok, ktoś go obserwował.“(5)
szkoła |alveo |catering warszawa
„— Czy pani słabo — schylił się ku niej. Zauważył, że usta ma na wpół otwarte, a na dolnej wardze narasta i wciąż pęcznieje kupka piany. Oczy miała przymknięte. — Niech pani spojrzy na mnie! — zakrzyknął. Pod jego zgiętym tułowiem coś poruszyło się i znów zatrzeszczała rama leżaka. Wyciągnął rękę i posłuszny odruchowi raczej niż pomyśleniu, palcem podniósł jej prawą powiekę.
Niesamowita sprawa powieka nie opadła — pozostała rozwarta. Barbra patrzyła nań jednym okiem. — Cha!... — zawołał. Porwał ze stołu szklankę i sprysnął jej twarz wodą sodową. Oko wciąż patrzyło nieruchomo. Wówczas chwycił ją za przegub ręki i zaczął szukać tętna.
Robił to nieporadnie, kciukiem, nie wiedząc, że puls się badą nie wielkim palcem, lecz czterema pozostałymi. Więc tętnienie jego krwi zlało się być może z jej tętnem — dość, że uczuł, iż bije ono w rytmie jego własnego zdenerwowania. Tak było niekiedy. Niekiedy zaś pod kciukiem nic nie czuł. Nagle zorientował się, że ma palce mokre od jej potu. Wpierw był nawet pomyślał, że to od wody sodowej — potu było jakoś za dużo. Lecz gdy drugą ręką dotknął jej przedramienia, odniósł to samo wrażenie, że potrąca o ciało kogoś, kto dopiero cos ię wynurzył z chłodnej wanny. Minęła sekunda. Kawy! pomyślał. Opuścił jej rękę, zauważywszy z przerażeniem, jak, ciężko opadła ona na sukienkę pod jej piersią. Teraz schylił się nad zastawionym stolikiem. Przed nim połyskiwały purpurowymi blaskami szkło, syfon i porcelanowe filiżanki do kawy. Która moja, a która jej pomyślał, chociaż w tej nagłej chwili nie było to ważne. I wtem uczuł na sobie czyjś wzrok, ktoś go obserwował.“(5)
szkoła |alveo |catering warszawa