- Zupełnie dosyć - mruknął-Wgramolił
Masaż Szczecin |Forum Bukmacherskie |BetFair
„— Zupełnie dosyć — mruknął.
Wgramolił się niezdarnie na siodło. Karol rozpętał rzemienie uzd i lekko wskoczył na konia.
— W drogę! — rozkazał. — A spiesz się, bo nie dostaniesz ode mnie ani jedzenia, ani wody przez cały czas jazdy. Sam nie mam.
— Worek z wodą jest na jucznym, a i nieco mięsa...
— To starczy akurat dla mnie i dla zwierząt. Nie próbuj więc kręcić. Jeśli mnie wywiedziesz na bezdroża, zginiesz pierwszy. I pamiętaj, że mam lasso.
Ruszyli. Niezbyt szybko, bo i muł, i konie miały już spory szmat drogi w nogach. A poza tym po pewnym czasie urwały się końskie tropy, zatarte piaskową burzą. Karol nie orientował się w labiryncie przejść, ścieżek i skalnych przesmyków, ale nie zdradzał się z tym, słusznie rozumując, że mogłoby to rozzuchwalić Cartyego. Więzień nie zawahał się jednak ani przez chwilę. Wymijał pagórki i szczeliny tak bezbłędnie, jakby całe życie tędy jeździł.
Zbliżał się wieczór. Ciemność nakryła ich w wąskim przesmyku między dwiema potężnymi skałami. Tu rozbito obozowisko. Był to kiepski nocleg. Nigdzie nie rósł najdrobniejszy nawet krzaczek nadający się na opał, a noc zapowiadała się chłodna.
Karol napoił zwierzęta, rzucił im po garści kukurydzy wydobytej z zapasów Cartyego, zanim sam zasiadł do wieczerzy. Wbrew groźbie — podzielił się nią z jeńcem, po czym skrępował mu ręce i nogi oraz nakrył kocem.“(11)
Ręczniki |Wycieczki Szkolne |dekoracje świąteczne
„— Zupełnie dosyć — mruknął.
Wgramolił się niezdarnie na siodło. Karol rozpętał rzemienie uzd i lekko wskoczył na konia.
— W drogę! — rozkazał. — A spiesz się, bo nie dostaniesz ode mnie ani jedzenia, ani wody przez cały czas jazdy. Sam nie mam.
— Worek z wodą jest na jucznym, a i nieco mięsa...
— To starczy akurat dla mnie i dla zwierząt. Nie próbuj więc kręcić. Jeśli mnie wywiedziesz na bezdroża, zginiesz pierwszy. I pamiętaj, że mam lasso.
Ruszyli. Niezbyt szybko, bo i muł, i konie miały już spory szmat drogi w nogach. A poza tym po pewnym czasie urwały się końskie tropy, zatarte piaskową burzą. Karol nie orientował się w labiryncie przejść, ścieżek i skalnych przesmyków, ale nie zdradzał się z tym, słusznie rozumując, że mogłoby to rozzuchwalić Cartyego. Więzień nie zawahał się jednak ani przez chwilę. Wymijał pagórki i szczeliny tak bezbłędnie, jakby całe życie tędy jeździł.
Zbliżał się wieczór. Ciemność nakryła ich w wąskim przesmyku między dwiema potężnymi skałami. Tu rozbito obozowisko. Był to kiepski nocleg. Nigdzie nie rósł najdrobniejszy nawet krzaczek nadający się na opał, a noc zapowiadała się chłodna.
Karol napoił zwierzęta, rzucił im po garści kukurydzy wydobytej z zapasów Cartyego, zanim sam zasiadł do wieczerzy. Wbrew groźbie — podzielił się nią z jeńcem, po czym skrępował mu ręce i nogi oraz nakrył kocem.“(11)
<<<< - Idę Idę - wykrzyknęła
| - Mój brat dArtois >>>>
Ręczniki |Wycieczki Szkolne |dekoracje świąteczne